Alfresco Afternoon - Yankee Candle

Choć wosk Alfresco Afternoon zakupiłem prawie dwa miesiące temu to dopiero teraz zdecydowałem się go przetestować. Powody? Nieustający upał oraz brak przekonania do zapachu. 
W momencie kiedy pisze tę recenzję, wreszcie nadszedł chłodniejszy wieczór i bez obaw mogłem wrzucić wosk na ruszt... to znaczy kominek. :)


Na początku chciałbym podzielić się moją refleksją na temat samej etykiety. Jak już pisałem w recenzji Moonlit Blossoms, przywodzi mi ona na myśl dawne kolekcje Yankee Candle. Jest tu sielsko, refleksyjnie, bezstresowo... niczym na wiejskich wakacjach. Ten obrazek stwarza tak piękną i ulotną myśl w mojej głowie, kreuje wspomnienia, które nawet się nie wydarzyły niczym filmowa rzeczywistość. Ah, miło tak czasem się rozmarzyć. :)

Kończąc tę dygresję, przejdę od razu do zapachu. Oto co możemy znaleźć na stronie producenta:
Nuty głowy: akordy świeżego powietrza, eukaliptus
Nuty serca: aromatyczny jałowiec, kwiat nektarynki
Nuty bazy: igły drzew iglastych, korzenne nuty



Moje pierwsze wrażenie po otworzeniu wieczka? Byłem zaskoczony, a wręcz zdezorientowany. Kto u licha tworzy choinkowy zapach na lato?! 
Nie mogłem się pozbyć tego odczucia i za każdym razem czułem tylko żywiczne nuty i nic nie było w stanie mnie przekonać, że znajdują się tu jakiekolwiek owoce.
Stąd też mój brak przekonania, aby zapach w ogóle przetestować. Przyznam szczerze, że wosk kupiłem tylko dlatego, że brakowało mi paru złotych do darmowej dostawy. :)
I tak sobie przeleżał ten wosk prawie dwa miesiące, aż do dziś.


Wypucowałem zakurzony kominek i wrzuciłem na niego połowę tarty. I czekam... choć długo czekać nie musiałem.  Zapach pojawił się momentalnie, jak to w woskach zwykle się miewa.
I ponownie zostałem zaskoczony, ale tym razem pozytywnie!
Dom wypełnił się świeżością i chłodem!
Zimna eukaliptusowa nuta nieco przypominająca miętę, w połączeniu z nektarynką sprawia wrażenie, że czuję się jak gdyby spryskiwany owocową mgiełką, w moim odczuciu mandarynkową (co mogłem sobie zasugerować etykietą). Żywiczne nuty przeobraziły się w trawiaste zielone akordy nadając miły wydźwięk całej kompozycji.


Na początku zapach totalnie przekreśliłem, ale cieszę się, że dałem mu szansę. Może i nie stanie się moim ulubieńcem, ale na poważnie rozważam zakup dużej świecy choćby dla samego wyglądu - rzadziej do palenia. :)
Mimo, że latem ochota na palenie świec i otaczaniem się silnymi bodźcami zapachowymi jest mniejsza, to myślę że ta kompozycja dobrze się sprawdzi przy wysokich temperaturach nieco schładzając atmosferę i kojąc drogi oddechowe, gdyż zapach jest nieco przeszywający.

Nie widzę, by zapach cieszył się dużą popularnością, a jestem bardzo ciekaw jak odbierają go inni. Może Wy mieliście okazję go poznać? Napiszcie koniecznie w komentarzu!

Komentarze

  1. Tak, bardzo pozytywnie zaskoczył mnie ten zapach. Też kupiłam wosk przypadkiem, na sucho wcale mi nie podszedł, ale po odpaleniu... O mamo! Cudo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami warto dać szansę! Ja już wielokrotnie się o tym przekonałem. Dlatego staram się nie przekreślać od razu jakiegoś zapachu po pierwszych wrażeniach. Często w paleniu zupełnie zmienia się odbiór. :)

      Usuń
  2. Wosk ten stał się moim ulubieńcem zdecydowanie.
    Zakupiłam go, gdyż urzekła mnie jego etykietą i ten cudowny zielony kolorek..
    Mało tego, zapach towarzyszy mi także podczas jazdy samochodem, dyndający rześki słoiczek, umila mi podróż.
    Polecam, choć wiem, że gusta bywają różne i nie każdemu będzie odpowiadał.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Jesienny Deszcz Doroty Szelągowskiej - Aroma Home

Dareeek! Czyli świeczka Nivea, która pachnie jak krem Nivea

Kadzidło i Popiół - Aroma Home & Dorota Szelągowska