Black Tea & Honey - Country Candle

W ostatnim czasie Country Candle dosłownie zasypało nas limitkami! Przyszło ich na raz ponad dwadzieścia, a jako rasowy świecoholik chciałem prawie wszystkie, ale o przeliczeniu budżetu ostatecznie stanęło na czterech słoikach. Dostępne są (lub były w przypadku niektórych zapachów) tylko w formacie dużego klasycznego słoja. Większość zapachów to wznowienia wycofanych kompozycji spod znaku Kringle Candle.  
Pierwszy zapach, który chciałbym Wam przedstawić to mój absolutny numer jeden z tych limitek i jako pierwszy wylądował w koszyku. Jest to Black Tea & Honey - zapach który był  dostępny jeszcze 5 lat temu. Pamiętam, gdy podczas wizyty w Zapach Domu w  Krakowie jeszcze stał na półce, ale wtedy nie byłem entuzjastą jedzeniowych zapachów. Ba! Wtedy dopiero rodził się we mnie świezoholizm. :)


Pewnie powinienem wspomnieć o tym na samym początku, ale idealnie byłoby gdybyście czytali tę recenzję z kubkiem gorącej czarnej herbaty w ręce. :)

Producent deklaruje nam następujące nuty:
Nuty głowy: czarna herbata
Nuty serca: miód, słodkości, złoty nektar
Nuty bazy: liście herbaty


Ten kto śledzi moje InstaStory, już wie że jestem zachwycony tą kompozycją! Dla mnie to najlepszy herbatkowy zapach jaki poznałem w świecy, ale muszę przyznać, że mam nieduże doświadczenie w tej kategorii zapachowej.
Fakt, że na sucho wyraźnie wyczuwam tu goździki, przez co aromat do złudzenia przypomina mi zimowe, rozgrzewające herbatki, ale w paleniu w mojej ocenie transformuje on do mocnego naparu czarnej herbaty.


Wiem, że swoją opinią nakręciłem wiele osób, które potem zawiodły się zbyt dużą dawką przypraw i wspomnianych już goździków, przez co była porównywana do Chai Tea. Jest mi trochę przykro i głupio, ale na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że jest to mój subiektywny odbiór  i opis zapachu. 

Dostałem dużo pytań czy czuć w niej miód. Otóż ja go nie wyczuwam w żadnym calu. Co więcej, dla mnie ta kompozycja nie jest ani trochę słodka. Bardziej czuję lekko kwaskową nutkę, nieco przypominającą Earl Grey'a.



Trochę nie rozumiem doboru koloru wosku do zapachu, który wskazuje bardziej na zieloną niż na czarną herbatę. Wygląda dość spójnie z etykietą, ale niezmiennie mnie to dziwi. Co nie zmienia faktu, że i tak wizualnie świeca mi się podoba..

Moc świecy jest fenomenalna. Killer taki, że nie polecam palić jej blisko siebie. Ja palę ją na większej przestrzeni lub w pomieszczeniu obok. Inaczej czuję się bardzo przytłoczony zapachem i i mógłbym go znienawidzić, czego bym nie chciał. :)


Z racji tego, że jest to zapach limitowany, a herbatkowych freak'ów jest wiele, już mało gdzie można go dostać, chyba że zajrzycie na Facebook'owe grupy sprzedażowe. Tam widziałem ich nawet sporo.

Dajcie znać w komentarzu czy się załapaliście i co sądzicie o tym zapachu!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesienny Deszcz Doroty Szelągowskiej - Aroma Home

Dareeek! Czyli świeczka Nivea, która pachnie jak krem Nivea

Kadzidło i Popiół - Aroma Home & Dorota Szelągowska