Haunted Hayride - Yankee Candle

Halloween zbliża się nieubłaganie i choć w Polsce nie ma tradycji obchodzenia go, to jednak z każdej strony próbuje ona wkraść się pod nasze strzechy. I tym sposobem wiele ludzi dekoruje swoje mieszkania, choć nadal nie może się to równać z tym co dzieje się w USA.
Również producenci świec z racji tego, że wywodzą się z Ameryki (mówię tu oczywiście tu o markach które są w głównym kręgu moich zainteresowań) serwują nam co roku kilka Halloweenowych propozycji. Prym wiedzie Yankee Candle, które chyba od zawsze ma w ofercie coś przygotowanego z tej okazji! I w tym roku jest nie inaczej. Zaprezentowano dwa nowe zapachy: Trick Or Treat oraz Haunted Hyride. Ja skusiłem się na ten drugi.


Haunted Hayride skradł niejedno serce już dzięki samej etykiecie na tle atramentowego wosku, która przedstawia dwa konie na przedzie dorożki. Niepokój budzi rozświetlona w lesie mgła ku której zmierzamy. Brrr!!! Czy dacie się zabrać na tę przejażdżkę?

Nuty głowy: akordy drzewne, czarny pieprz, skórka pomarańczowa
Nuty serca: bogaty cyprys, igły jodłowe, gałka muszkatołowa, niebieski świerk
Nuty bazy: wanilia, wędzona ambra, paczula, czarne piżmo


Nuty zapachowe mówią mi zupełnie nic, nie nakreślając mi w ogóle zapachu. Trudno mi było sobie wyobrazić takie bogactwo i nagromadzenie różnych aromatów. Dopiero, gdy już trzymałem swój słoik w ręku wszystko stało się jasne.
Zapach nie jest łatwy do opisania, ale w mojej ocenie jest tutaj spore podobieństwo do Bourbon Wood Barrels z tym, że w wersji extra soft. Po prostu wyczuwam podobną dębowo-alkoholową nutkę dodatkowo wzbogaconą szczyptą pieprzu, która nadaje delikatnego męskiego charakteru kompozycji. Całość mimo dość wydaje się ciężkich nut zapachowych, odbieram bardzo lekko i z satysfakcją. Bardzo , ale to bardzo podoba mi się ta kompozycja i o dziwo nie jest ona straszna jak to zwykle bywało w Halloweenowych kolekcjach Yankee Candle!
Jest wręcz przyjemna i bardzo miła dla nosa i do tego pięknie się prezentuje!

Choćbym chciał to nie czuję tu obiecywanych iglaków czy gałki muszkatołowej, za to paczulę na pierwszym planie i skórkę pomarańczową gdzieś daleko, jak najbardziej - choć w paleniu staje się nie do wychwycenia.


Niestety mimo mojego najszczerszego entuzjazmu, świeca zawiodła mnie mocą. Totalnie jej nie czułem, ale chyba nie to było najgorsze. Jakby tego było mało koszmarnie się pali, a raczej tli, przez co niemiłosiernie się tuneluje i nawet okłady z folii aluminiowej na niewiele się zdają. Musiałem wybrać sporo wosku, który wykorzystałem później na kominku - jednak nawet to nie wydobyło mocy z tego zapachu.
Jestem strasznie zawiedziony. Mam nadzieję, że inni trafili na lepsze egzemplarze i co najważniejsze: czują zapach!
Ja już się ze swoim słoikiem pożegnałem ze smutkiem i lekkim zawodem...

P.S.
Tak, wiem że odbijam się na każdym zdjęciu! Zauważyłem to dopiero podczas ostatniej weryfikacji wizualnej i już tak zostało. :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesienny Deszcz Doroty Szelągowskiej - Aroma Home

Dareeek! Czyli świeczka Nivea, która pachnie jak krem Nivea

Co nowego w Yankee Candle? - Targi Home Decor 2019