Johny Wick - nowa sojowa marka!

Ostatnio co raz częściej w moje łapki wpadają świece sojowe. Nic dziwnego, bo ostatnimi czasy ten format świec przeżywa wielki boom!  Mnie cieszy przede wszystkim to, że w zdecydowanej większości są to produkty polskie, ręcznie robione i z niewielkich manufaktur. Tak też jest w przypadku zupełnie nowej marki Johny Wick!


Na Johnego natrafiłem przypadkiem, a w zasadzie to on znalazł mnie na grupie Sojowe Love. Właścicielka i twórczyni marki szukała osób do testów więc bez wahania zgłosiłem się i niebawem zawitały u mnie trzy pachnące świece.
Co ciekawe, marka pochodzi z Łodzi - mojego rodzinnego miasta. Pewnego rodzaju lokalny patriotyzm, sprawił że chciałem poznać tę markę jeszcze bardziej. Cieszę się, że wreszcie mamy swoje świece!

Nazwa marki może się wielu z Was kojarzyć z filmem John Wick, ale przyznam szczerze że nie oglądałem i nawet nie obiło mi się o uszy, a nawet jeśli to tytuł nie zapadł w pamięć. Czy taka była inspiracja nazwy marki, nie wiem, ale wiem że fajne brzmi i mi się podoba. :)  Pozostając w filmowym klimacie, można rzec niczym James Bond: "My name is Wick, Johny Wick". :)
I dla niezorientowanych: wick to z angielskiego knot, więc nazwa fajnie współgra z produktem.


Design świec jest niezwykle prosty i przejrzysty. Jedynym ozdobnikiem dla przezroczystego szkła jest drewniana pokrywka. Czarną nienachalną czcionką mamy zaprezentowane logo marki i nazwę zapachu zawarte w minimalistycznej prostokątnej ramce
Ponadto Kasia, właścicielka marki podpowiedziała mi, że puste słoiki fajnie sprawdzą się w kuchni do przechowywania sypkich produktów i taki też mam zamiar wykorzystać je, gdy tylko zdenkuję pierwszą świecę. Fajnie dawać drugie życie przedmiotom!

Taka ciekawostka: mały i średni słój nie są idealnymi walcami. Rozszerzają się delikatnie ku górze - nie pytajcie jak na to wpadłem. :-)

To co również mi się spodobało to sposób zapakowania przesyłki. W kartonie nie znalazłem grama folii. Wszystko było zapakowane w papier ochronny i doszło bez najmniejszego uszczerbku. Niby tak niewiele, a tak wiele! Bardzo ekologiczne podejście. Za to duże brawa!

Dostałem do testów trzy zapachy: mango, cukierki miętowe oraz dziką miętę - każda o innej wielkości tj. 150, 220 oraz 330 gramów. Kosztują kolejno: 39, 59 i 79 złotych.
Poniżej postaram się nieco przybliżyć wymienione powyżej zapachy. :)

Mango


Mango to hit i już teraz jest wiodącym zapachem marki. Nic dziwnego! To 100% mango w mango! Zapach jest pięknie odwzorowany, zupełnie tak jakbym miał obok siebie ten pyszny soczysty owoc. Gdybym mógł, to zjadłbym tę świeczkę, ale powstrzymują mnie resztki zdrowego rozsądku.
Jest słodki, soczysty, owocowy i po prostu jak najprawdziwsze mango!
Do tego bardzo przyjemna moc świecy, która bez problemu wypełnia całe pomieszczenie cudownym aromatem. Jedynym mankamentem jest to, że dostałem najmniejszy format świecy! :) Ale z drugiej strony rozumiem. Pewnie było tylu chętnych, że trzeba było reglamentować. :)
Nie mógłbym nie polecić! Idźcie i kupujcie! Nie pożałujecie!


Cukierki Miętowe


Ten zapach również musiał mi się spodobać. Dziwne by było gdyby tak się nie stało, gdyż jak niektórzy zdążyli się przekonać, jestem wielkim fanem wszelakich słodkich miętek.
Ta którą proponuje nam Johny Wick to idealne odwzorowanie miętowych landrynek, jednego z bardziej klasycznych łakoci mojego dzieciństwa. Pamiętam jak napychałem buzię kilkoma na raz,  łzy napływały mi do oczu, a języka mało nie wypaliło. :)
Tu akurat nie dostajemy aż tak mocnej dawki, ale musiałem się z Wami podzielić tym wspomnieniem. :)
Bardzo przyjemny, nienachalny i nieprzesłodzony zapach o dobrej mocy.
Również polecam!


Dzika Mięta


Z tą kompozycją od początku nie miałem dobrej relacji i niestety tak pozostało do samego końca. Jako wielbiciel mięty uważam, że nie jest to w żadnym stopniu dobrze odwzorowany zapach. Jest zbyt wiele nut zielonych tudzież trawiastych, na co akurat mogę się zgodzić w przypadku dzikości tego zioła, ale nie czuję tu krzty czystej mięty, a jedynie bardzo świeżą miętową wariację, która niestety w ostatecznym rozrachunku przypomina mi kostkę toaletową.
Do tego w moim przypadku jest migrenogenna i już samo podniesienie wieczka przyprawia mnie o ból głowy.
Generalnie dostałem zakaz palenia tej świecy w domu i specjalnie stawiać się nie będę.  Tu Panie Johny nie mogę Cię polecić. :)


Podumowując

Jestem bardzo zadowolony z otrzymanych świec (może poza tą jedną, ale przecież nie wszystko musi mi się podobać) i pełen entuzjazmu wobec marki Johny Wick. Widać, że świece wykonane są z dużą starannością, a proces produkcji poprzedzony był wieloma próbami, dzięki czemu świece palą się czysto i bezproblemowo między innymi dzięki bawełnianym niebielonym knotom. Wszystko jest dopracowane w każdym detalu.
Jeżeli chcecie sami się przekonać i poznać Johnego Wicka to wpadajcie na stronę www.johnywick.pl !

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesienny Deszcz Doroty Szelągowskiej - Aroma Home

Dareeek! Czyli świeczka Nivea, która pachnie jak krem Nivea

Seaside Woods - Yankee Candle