Rice Milk & Honey - Yankee Candle

Nowy rok, a ja dopiero 26-go stycznia umieszczam pierwszy wpis na blogu, za co bardzo Was przepraszam, bo niektórzy z Was dopytywali mnie o recenzje nowości!
Przyznaję się, że ogarnęło mnie totalne lenistwo w sferze blogowania, ale świecowych zakupów nie ma końca. :)
Styczeń to u mnie czas na reset, stąd też musiałem zrobić sobie dłuższą przerwę po intensywnym grudniu. Powrót do rzeczywistości jest bardzo ciężki, ale postaram się jak najprędzej znów do niej przystosować. Niestety zimne i krótkie dni nie pomagają w walce z samym sobą. Na szczęście na dalekim horyzoncie pojawia się wiosna, a świece jak zawsze nieco wyprzedzają sezony i już możemy cieszyć się zapachami przygotowanymi na tę porę roku!

Pierwszy wpis w tym roku jednak nie będzie jeszcze w wiosennym klimacie co by później płynnie przejść do lżejszych kompozycji. Na dobry początek roku kupiłem nową propozycję od Yankee Candle z serii Elevation: Rice Milk & Honey.


Choć z jedzeniowymi kompozycjami Yankee Candle mam bardzo skrajne relacje, to właśnie ten zapach najbardziej spodobał mi się podczas wizyty w sklepie. Dzisiaj, gdy pisze tę recenzję pozostało mi tylko pół słoika, także miałem wiele godzin na analizę zapachu!

Nuty głowy: cynamon, ryż, sezam, mleczne latte
Nuty serca: kwiat wanilii, mleko z miodem
Nuty bazy: wanilia, laska cynamonu

W moim pierwszym odczuciu czułem tu głównie waniliowy budyń z charakterystyczną ryżową nutą, potem zacząłem mieć skojarzenia z popularnym deserem, który głównie składa się z ryżu na mleku i serwowany jest ze smakowitą polewą, w tym przypadku waniliową. To skojarzenie jest na tyle silne, że bardzo miałbym ochotę kupić go sobie w sklepie, ale na dobre odrzuciłem z diety gotowe jogurty ze względu na dużą zawartość cukru - i tylko to mnie powstrzymywało przed zakupem.

Pozostało mi więc jedynie oszukiwać się aromatem świecy, co spowodowało moją wzmożoną chęć na coś słodkiego, gdyż zapach jest na tyle wiarygodny, że ciężko nie odnieść wrażenia, że w pobliżu znajduje się coś pysznego!


Obawiałem się, że taki kremowo-budyniowy zapach, będzie mnie nużył i przytłaczał, bo takie mam wcześniejsze doświadczenia z podobnymi kompozycjami, ale tutaj na szczęście to się nie stało. Być może przyczynia się do średnia moc świecy, co w tym przypadku jest dla mnie zaletą.

Jedni porównują ją do kremu z karpatki, inni do krówek, a ja poprzestanę na waniliowym budyniu przygotowanym na mleku ryżowym - wydaje mi się to najtrafniejsze opisanie tego zapachu. Czasami czuję tu też coś zbliżonego do owsianki, a utwierdziła mnie w tym przekonaniu grafika na etykiecie, gdzie można dopatrzeć się źdźbła, co prawda nie owsa, ale bardziej zbliżonego do pszenicy - w każdym razie chodzi mi o tę mączną nutkę, która cały czas gdzieś tu za mną chodzi.


I jest jeszcze coś co nie daje mi spokoju: czuję tu coś w rodzaju przypalonego mleka. To zupełnie tak jak wtedy, gdy ja robię budyń - zawsze zapominam mieszać! :)
I jest to bardzo przyjemny dodatek, bo przypominam, że to nie SPALONE, ale PRZYPALONE mleczko, a to diametralna różnica!
Chociaż wiem, że bredzę, bo rozum podpowiada mi, że tak naprawdę to obiecywany  tutaj sezam, który uprażony ma właśnie taki spieczony wydźwięk - ale co sobie pobajdurzyłem to moje. :P

A, i uspokajam tych, którzy zobaczyli w nutach cynamon, że absolutnie go tu nie czuć!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesienny Deszcz Doroty Szelągowskiej - Aroma Home

Dareeek! Czyli świeczka Nivea, która pachnie jak krem Nivea

Co nowego w Yankee Candle? - Targi Home Decor 2019