A night under the stars - Yankee Candle

Dzisiejszego wieczora raczej próżno szukać gwiazd na niebie... Nie bez powodu o tym wspominam, gdyż kontynuując temat kolekcji Campfire Nights od Yankee Candle chciałbym przedstawić Wam kolejną jesienną nowość: A night under the stars!

Nuty głowy: sól morska, kwiat jabłoni
Nuty serca: rumianek, jaśmin, kwiat pomarańczy
Nuty bazy: paczula, biały cedr, piżmo

Jestem absolutnym wielbicielem koloru granatowego tak więc wybór tej świecy był po prostu przesądzony w chwili jej zobaczenia w zapowiedziach. Większość "nocnych" zapachów w świecach to po prostu męskie kompozycje, co nie budziło mojego entuzjazmu, bo nie jest to moja najulubieńsza kategoria zapachowa. Jednak przedstawione powyżej  nuty sprawiły, iż nabrałem więcej entuzjazmu. I dobrze się stało!

A night under the stars w mojej ocenie absolutnie nie jest kompozycją męską! Moim zdaniem to bardzo uniwersalny zapach, który sprawdzi się o każdej porze roku. Tu chciałbym napomknąć, iż nie wiem dlaczego zapach znalazł się w kolekcji dedykowanej na jesień, bo mnie gwiaździste noce kojarzą się z ciepłymi letnimi wieczorami i nie ukrywam, że etykieta mocno zbudziła moje wspomnienia z urlopów nad jeziorem.

Dobra... bo ja tu zamiast o zapachu opowiadam o sobie. ;)
Nie jest to łatwe zadanie opisać wnętrze tej kompozycji. Mnie ona trochę kojarzy się z Moon on Their Wings, ale w subtelniejszym wydaniu, bez pazura tudzież szpona. ;)
Autosugestia kolorem wosku, nie ma co ukrywać jest bardzo silna. Nie wiem jak to wyjaśnić, ale one obie pachną mi... atramentem choć wiem, iż ów atrament zapachu raczej nie posiada.

Jeśli napisze Wam, że kompozycja jest ładna - niewiele to Wam powie. Jeżeli napiszę, że jest słodkawa - możecie wyeliminować wiele możliwości, ale nadal nie przedstawi spektrum złożoności  A night under the stars. Jest też  tajemniczo i intrygująco - nie będę na siłę nic wymyślał. Nie potrafię oddać tego pięknego zapachu poprzez słowo pisane, wybaczcie. :(


Jest tylko jedna, aczkolwiek znacząca wada tego zapachu. Absolutnie go nie czuję, a dawałem mu wielokrotnie szansę. Czyli powtarza się historia jak w Warm and Cosy. Podkreślam, że nie mam obecnie problemów z powonieniem - inne świece czuję doskonale. 
Intensywnie myślę nad daniem kolejnej szansy, bo etykieta i barwa wosku są tak bardzo moje...
Stąd też nie będę zachęcał do zakupu. Ryzyko podejmijcie sami. :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesienny Deszcz Doroty Szelągowskiej - Aroma Home

Dareeek! Czyli świeczka Nivea, która pachnie jak krem Nivea

Seaside Woods - Yankee Candle